Witam, kochani! Jak widzicie, dziś jest 18 stycznia, więc równo dwa lata temu na tym o to zielonym (wtedy białym) blogu pojawiło się pierwsze opowiadanie. Pamiętacie je jeszcze? Wtedy nie sądziłam, że blog doczeka się choć pierwszej rocznicy, a tu już druga… Dziękuję Wam za te wszystkie komentarze i za to, że czytacie moje opowiadania. Nie wiem, czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda, ale miło było mi Was tu gościć.Ostatni rok, co prawda nie był owocny, ale to nie znaczy, że mam zamiar porzucić tego bloga. Mam jeszcze sporo pomysłów, które chcę Wam przedstawić. Dlatego obiecuję, że postaram się “odleniwić” i pisać częściej!
Tymczasem, wraz z Herbertem prezentujemy Wam kolejną część Anioła. Pisaliśmy ją na szybko, więc nie jest ona dobra i długa, ale to przecież zawsze krok do przodu^^.
Beta: Nadi :~)
Anioł Część IIWspółlokator
Minęło kilka godzin odkąd przybyłem do Konoha Hight School. Było to niewątpliwie piękne i spokojne miejsce. Oddalone od wielkich metropolii, sąsiadowało tylko z małym miasteczkiem i lasem. Idealne miejsce na naukę. Ale uczniom tejże szkoły to nie odpowiadało. Najchętniej zamieniliby lokalizację na coś większego, gdzie nie brak rozrywek wszelkiego rodzaju. Nie w smak im było, że ich bogaci rodzice oddali ich do prestiżowej szkoły z internatem i surowymi zasadami. Najwyraźniej nawet to nie przeszkadzało mojemu podopiecznemu korzystać z życia i robić wszystko to, czego zabraniał regulamin. Miałem dziwne przeczucie, że dostanie się do tej szkoły, mając za ojca Gaia (Kakashi uznał, że jesteśmy do siebie podobni…) było najłatwiejszą częścią zadania. Od tej pory mogło być tylko gorzej. W czasie, gdy mój fałszywy ojciec załatwiał z dyrektorem formalności, ja udałem się do jadalni. Nietrudno było tam trafić, bo już na pierwszym piętrze słyszałem harmider z niej dobiegający. Była pora obiadowa. W środku odnalazłem wolny stolik w rogu sali. Ale i tak czułem na sobie wzrok wszystkich i słyszałem ich szepty na mój temat. Jako anioł, zostałem obdarzony doskonałym słuchem. Jednakże siedziałem niewzruszony i czekałem na tego, którego dotyczyło moje zadanie. Widziałem go na fotografii, więc nietrudno go było rozpoznać, gdy kilka minut później wszedł do sali. Wysoki, o wysportowanej sylwetce. Obdarzony niesfornymi blond włosami i błękitnymi oczami. Szeroki uśmiech, którym czarował znajomych, sugerował, że jest osobą otwartą i towarzyską. Z moich danych wynikało, że cieszył się ogólną sympatią otoczenia, co z pewnością ułatwiało mu uwodzenie biednych dziewcząt, których kosztem tak chętnie się bawił. Był typem człowieka, którego najbardziej nie lubiłem. Obserwowałem jak przez chwilę rozmawiał z przyjaciółmi, a następnie skierował się w stronę machającej do niego dziewczyny. Yamanaka Ino, jego kuzynka. Usiadł naprzeciw niej, a ja wytężyłem słuch. Na niewiele się to zdało, bo ogólny harmider zagłuszył mi połowę rozmowy. Wpierw gada o jakichś pierdołach, ale już po chwili rozmowa stała się poważniejsza… Dotyczyła tej biednej dziewczyny, którą zostawił na pastwę losu i bynajmniej nie miał zamiaru zmieniać zdania. Reszty już nie dosłyszałem, bo hałas w jadalni osiągnął apogeum. Mogłem się tylko domyślać, że w pewnym momencie zaczęli mówić o mnie…
~*~
Pomysł ze zakładem początkowo wydał mi się znakomity. Zapewniał rozrywkę na kilka tygodni i wygranie go rozwiązałoby moje problemy. Jednak po zakończonych lekcjach, kiedy szedłem już do swojego pokoju zacząłem mieć wątpliwości. Okręcenie sobie dziewczyny wokół palca to pikuś, ale uwiedzenie drugiego chłopaka… Nigdy tego nie robiłem i jakoś dotąd nie planowałem. Jak poderwać kogoś kto ani trochę ci się nie podoba? To jak flirtowanie z naszą matematyczką… Chociaż nie, nikt nie może być gorszy od tej starej flądry, nawet drugi facet. Ale co jeśli okaże się jakimś wariatem, którego później trudno będzie się pozbyć? Pełen obaw otworzyłem drzwi do pokoju. Już tam był. Wysoki, całkiem przystojny jak na moje oko. Typ, który już pewnie miał nie jedną dziewczynę… Ufać tylko losowi, że nie ma nic przeciwko eksperymentom i nie będzie tak źle. Przecież w umowie nie było, że mam się z nim przespać… Wkładał do szafy swoje rzeczy, ale gdy wyczuł, że go obserwuję odwrócił się. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w ciszy. Czułem się jakby penetrował mój mózg, co wcale nie było przyjemne.- Uzumaki Naruto – przedstawiłem się, wyciągając do niego rękę. – Wygląda na to, że będziemy mieszkać we wspólnym pokoju. - Uchiha Sasuke – powiedział i jakby nigdy nic wrócił do układania ubrań w szafie. Stałem tak i mu się przyglądałem. Włosy czarne jak noc, oczy również. Kontrastowały one z jasną, gładką cerą bez odrobiny zarostu. Miał delikatne rysy twarzy. Może gdybym się upił to mógłbym udawać, że jest dziewczyną? Co prawda nigdy nie gustowałem w brunetkach, ale to zawsze lepsze niż uwodzenie drugiego faceta…- Coś nie tak? – Z zamyślenia wyrwał mnie jego chłodny głos. - Nie – odparłem szybko. – Zastanawiałem się dlaczego wybrałeś akurat tą szkołę.- A coś z nią nie tak? – Spytał obojętnie. Przeszedł z przedpokoju do pokoju, wlekąc za sobą jakąś czarną torbę. Poszedłem za nim.Nie dość, że dotąd zawsze mieszkałem sam, to jeszcze trafił mi się jeden z największych pokojów na poddaszu. Podłogę pokrywał gruby, granatowy dywan, na którym można było spokojnie spać bez obaw, że obudzisz się z bólem w krzyżu. Wiem z autopsji… Ściany miały jasny, niebieski kolor, choć ożywiłem je trochę przyklejając na nie plakaty swych ulubionych zespołów. Po obu stronach szklanych drzwi, prowadzących na balkon, stały dwa łóżka. Oba dokładnie posłane i przykryte pomarańczowymi narzutami. Codziennie pokój sprzątała któraś z pokojówek, więc panował tu ład. - Panuje tu cholerna nuda – oznajmiłem. – Trzeba się sporo natrudzić, by znaleźć coś sobie ciekawego do roboty. Ale my tu jesteśmy niezwykle kreatywni…Uśmiechnąłem się szeroko i mrugnąłem do niego porozumiewawczo. - Coś o tym słyszałem.Miałem nieprzyjemne wrażenie, że gościu został pozbawiony poczucia humoru…- Więc czemu nie wybrałeś sobie ciekawszego miejsca? – Zapytałem, ale zaraz przyszła mi do głowy nieprzyjemna myśl. – Nie mów mi, że jesteś jednym z tych kujonów, co dostali się tu za dobre oceny…- Nie jestem.Odetchnąłem z ulgą. Poderwanie kujona byłoby może łatwe, ale przy tym wyjątkowo nudne. - Więc?Nie odezwał się. Usiadł przy biurku i zaczął szukać czegoś w torbie. Chciałem dyskretnie podejrzeć co, opierając się niby to od niechcenia o brzeg biurka. Ale on jakby czytał w moich myślach, odwrócił się do mnie plecami. Nie ma co, trafiłem na niezwykle wygadanego i towarzyskiego gościa…- Dobra, nie mów jeśli nie chcesz – powiedziałem, wzruszając ramionami.Wolałem za bardzo nie naciskać, by nie nabrał jakichkolwiek podejrzeń. Ale aż mnie korciło, by dowiedzieć się jakie to on sekrety skrywał. Zostałem obdarzony mnie niezwykle ciekawską naturą, która nie raz już sprawiła, że wpakowałem się w kłopoty…Wyciągnął z torby dwie grube księgi. Pierwsza z nich, z ciemnoczerwoną okładką, wyglądała na starszą ode mnie… Aż się skrzywiłem na ich widok.- W sumie to żadna tajemnica – powiedział, zaszczycając mnie spojrzeniem. – Będzie lepiej jak od razu ustalimy zasady.- Hę? Zasady?Dopiero, co przyszedł, a już miał zamiar się rządzić? I to w moim pokoju? Miał tupet, musiałem przyznać. - Wiesz, co to? – Zapytał, wskazując na książki.Podał mi jedną z nich. Była ciężka jak diabli, w dodatku nieprzyjemnie pachniała.- To jakaś wiekowa księga ze zaklęciami? - Ma dokładnie tyle samo lat, co ty.Czy ja też wyglądałem tak strasznie? - Zaraz, skąd wiesz ile mam lat? – Spytałem podejrzliwie.Jak na razie zdradziłem mu tylko swoje imię, a w pokojach przecież mieszkały ze sobą osoby w różnym wieku. Czyżby już kogoś wypytał?- Wiem o tobie wiele – odparł obojętnie. – Otwórz, a dowiesz się dlaczego.Tak też zrobiłem. Na pierwszej stronie był krótki tekst w nieznanym mi języku. Przewróciłem stronę i mym oczom ukazało się… Moje zdjęcie! W dodatku podpisane, więc nie możliwe by to była pomyłka. Przekartkowałem kolejne strony, ale nic z tego nie rozumiałem.- Co to, do diabła, jest?! – Krzyknąłem oburzony. – Kim ty jesteś? Po co ci to? Czego ode mnie chcesz?- To twoja kartoteka – odpowiedział spokojnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Jak to kartoteka? Przecież ja nawet notowany nie byłem! – No bo wszystko zatajał ojciec, ale to już mało ważne…- Ta… – Zmrużył oczy, przez co sprawiał wrażenie sprytnego kocura. – Za to lista grzechów dłuższa niż u nie jednego kryminalisty z dożywociem na koncie. - A ty niby kim jesteś, że wiesz o takich rzeczach? Moim aniołem stróżem, czy jak?- Aniołem owszem, ale na szczęście nie stróżem. Swojego wykończyłeś tak, że wysłali go na wypoczynek do sanatorium.- Nie zgrywaj się – warknąłem. – Lepiej gadaj skąd masz informacje na mój temat i co tam w ogóle jest napisane? Jesteś jakimś pieprzonym detektywem, wynajętym przez któregoś z ojców moich byłych.- Nie jestem skory do żarów – powiedział ponurym tonem. – I nie mam czasu na udowadnianie ci, że mówię prawdę. Jestem aniołem, który ma zmusić cię do zmiany postępowania, nie ważne, czy ci się to podoba, czy nie. Zaniemówiłem. Albo był doskonałym aktorem, albo naprawdę wierzył w to co mówi. Wspaniale, jakiś czubek wybrał sobie mnie na zbłąkaną owieczkę, którą musi nawrócić. Miałem szczęście… Na domiar złego to właśnie tego wariata miałem poderwać… Tak, ciągle miałem zamiar wygrać ten zakład… Uznałem, że lepiej zmienić taktykę. Bo to wiadomo co takiemu może strzelić do głowy, gdy się wnerwi?- Słuchaj, anioł – powiedziałem ugodowo. – Nie wiem, co bierzesz, ale rzuć to stary, bo ci szkodzi. Zrobiłem krok w jego stronę .- Naprawdę, są różne sposoby na dobrą zabawę. – Położyłem mu dłonie na ramionach, nie poruszył się. – Pewnie ojciec wysłał cię tu, bo przyuważył, że ćpasz, co? Nie łam się, oni już tacy są. Pozbywają się ciebie, gdy tylko zaczynasz być kłopotliwy. Nie ważne ile na to wydadzą…Przerwałem, bo usłyszałem w moim głosie gorycz…- Ale jak już mówiłem, dajemy sobie tu radę. Nachyliłem się nad nim tak nisko, że czułem na twarzy jego ciepły oddech. Widziałem dokładnie oczy ciemne jak węgiel, które zdradzały dezorientacje ich właściciela… Początkowo to miało być tylko lekkie muśnięcie, ale jego usta były takie ciepłe, takie miękkie i dziwnie mnie kusiły. Sam nie wiem, kiedy nasz pocałunek się pogłębił, stał się bardziej namiętny. Wpierw chciał się odsunąć, ale położyłem mu dłoń na karku. Po chwili oddawał pocałunki z równą pasją. Straciłem całkiem głowę. Nie zwróciłem nawet uwagi, kiedy objął mnie w pasie. Dopiero, gdy wylądowałem na ziemi, a na sobie poczułem jego ciało, zdałem sobie sprawę co się właściwie dzieje. Wróciła mi zdolność logicznego myślenia. Ale nim zdołałem się na poważnie wystraszyć, on już oderwał się od moich ust. - Lekcja pierwsza, nie igraj z ludźmi, bo kiedyś może się to dla ciebie źle skończyć. – Jego głos był równie opanowany co wcześniej. Aż przeszły mnie dreszcze pod wpływem chłodnego spojrzenia ciemnych oczu. Kosmyki jego włosów łaskotały mnie po twarzy, a ja przestawałem się bać.- Czy anioł nie powinien być łagodniejszy? – Spytałem, patrząc na jego szczupłe, długie palce zaciśnięte na moich nadgarstkach. - Powinien być przede wszystkim skuteczny – odparł, a na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. – A wiesz mi, trudne przypadki są moją specjalnością.Moją również, pomyślałem. Ta dziwna, trudna do opisania intymna chwila pękła jak bańka mydlana wraz z głośnym “och”. Spojrzałem szybko w stronę wejścia do pokoju. Stała tam Ino, zakrywając sobie ręką usta, wyraźnie wstrząśnięta tym co widzi. Nim jednak, którekolwiek zdążyło coś powiedzieć, za jej plecami niespodziewanie pojawił się Sasuke. Zaszokowany patrzyłem, jak kładzie dłoń na jej czole, a po chwili moja kuzyna mdleje…
Filed Under : Bez kategorii by Łukasz
sie.26,2010
Tags :